Polscy lotnicy w 112 squadronie RAF


Polscy myśliwcy w Afryce Północnej? Pierwsze skojarzenie to oczywiście legendarny "Cyrk Skalskiego", czyli Polish Fighting Team. Mniej znanym faktem jest, że już rok wcześniej nad pustynią za sterami myśliwców latała inna grupa polskich pilotów. Wprawdzie nie odnieśli oni tak spektakularnych sukcesów jak piloci Skalskiego, jednakże z pewnością ich historia warta jest opisania.

Pod koniec 1941 r. 22 lotników z Polskiego Oddziału Rozprowadzającego w Takoradi zgłosiło prośbę o przeniesienie do jednostki bojowej na froncie libijskim. Polaków zdecydowano się przydzielić do 112 squadronu RAF, wyposażonego w myśliwsko-bombowe maszyny Curtiss Kittyhawk (P-40). Po załatwieniu formalności, w dniach od 8 do 10 lutego 1942 r. na lotnisko w Gambut, w trzech grupach, wysłano dziesięciu pilotów. Byli to: kpt. Feliks Gazda (dowódca), por. Witold Jander, por. Henryk Knapik, por. Feliks Knoll, por. Czesław Matusiak, st. sierż. Jerzy Różański, sierż. Stanisław Grondowski, plut. Józef Derma, plut. Wiktor Giedroyć i plut. Zbigniew Urbańczyk. Lotnicy ci przeszli wcześniej (od 23 grudnia 1941 r. do 21 stycznia 1942 r.) szkolenie na Hurricane'ach i Tomahawkach w 71 OTU w Gordon's Tree koło Chartumu w Sudanie oraz doszkolenie na Hurricane'ach w szkole strzelania RAF (Middle East) Central Gunnery School w Bilbais w Egipcie. Żaden z nich nie posiadał doświadczenia bojowego jako myśliwiec, a część z nich przekroczyła nawet wiek dopuszczalny dla myśliwców.

Niestety, już na samym początku - 12 lutego - zdarzył się śmiertelny wypadek. Por. Czesław Matusiak wystartowawszy na lot treningowy nad lotniskiem zaczął wykonywać figury akrobatyczne. W skutek utraty prędkości jego Kittyhawk wpadł w korkociąg i rozbił się doszczętnie. Pilota pochowano na cmentarzu w Tobruku. Niestety brak informacji o pierwszym locie bojowym Polaków, choć najprawdopodobniej miał miejsce 15 lutego (lub wcześniej). Tego dnia bowiem pilot niemieckiej jednostki II./JG 27, Obfw. Otto Schultz meldował o zestrzeleniu 5 Curtissów oraz o tym, że widział nad pustynią samoloty z wymalowanymi polskimi szachownicami (!).

21 lutego Polacy ponownie napotkali Messerschmitty - tym razem nad Gazalą. Doszło do walki, w wyniku której spadły trzy samoloty 112 squadronu, zestrzelone prawdopodobnie przez słynnego asa niemieckiego Lt. Hansa-Joachima Marseille'a. Dwójką z zestrzelonych byli Polacy, którzy lądowali przymusowo - Derma wyszedł z wypadku cało, natomiast Jander ze złamaniem nogi przewieziony został do szpitala i do 112 squadronu wrócił dopiero po wyzdrowieniu. 13 marca Knoll i Różański, lecąc w pięciosamolotowym kluczu nad El Adem, stoczyli walkę z ok. dziesięcioma włoskimi i niemieckimi myśliwcami. Różański został zestrzelony przez Messerschmitta i lądował przymusowo na wschód od Tobruku. Na ziemi, w chwilę po opuszczeniu jej przez pilota, maszyna eksplodowała. Polakowi nic się nie stało.

14 marca 1942 r. dowodzeni przez S/Ldr Clive'a Caldwella piloci wystartowali celem przechwycenia wrogich samolotów, które dawały się we znaki bombowcom RAF. W walce z niemieckimi i włoskimi myśliwcami Caldwell i Urbańczyk zestrzelili wspólnie jednego Macchi MC.202 na północny zachód od Tobruku, zaś Knoll uszkodził kolejnego (zgłoszenie tego ostatniego nie zostało uwzględnione na "liście Bajana"). Z upływem czasu coraz bardziej wykruszały się szeregi polskich pilotów. W marcu 1942 r. do lotnictwa transportowego powrócił Giedroyć, 5 maja ze squadronu "Rekinów" odeszli Urbańczyk, Grondowski, Derma i Gazda, zaś 18 maja Różański. 26 maja Knapik w nalocie na lotnisko w Tmimi ranniony został ogniem niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Zdołał powrócić na swe lotnisko, lecz potem przewieziono go do szpitala. Do squadronu powrócił dopiero 17 lipca, mniej więcej w tym samym okresie 112 squadron opuścił Jander. Ostatni sukces Polaka w 112 squadronie miał miejsce 9 czerwca 1942 r., kiedy to Knoll (wspólnie z Kanadyjczykiem F/O Josephem Critchtonem) uszkodził MC.202 (nie zaliczono na "liście Bajana"). Niestety, on sam poległ miesiąc później, 10 lipca 1942 r., kiedy jego Kittyhawk eksplodował w powietrzu po bezpośrednim trafieniu pocisku obrony przeciwlotniczej w bombę zawieszoną pod kadłubem (wg innych źródeł został zestrzelony przez Bf 109). Ostatnim Polakiem w 112 squadronie był Henryk Knapik, który ostatni swój lot na Kittyhawku wykonał 1 września.

Dorobek Polaków w 112 squadronie RAF nie wygląda imponująco. Za cenę:
- dwóch pilotów poległych
- dwóch pilotów rannych
- trzech maszyn własnych całkowicie zniszczonych i trzech ciężko uszkodzonych
Polacy zadali wrogowi niewielkie straty (1/2 samolotu zestrzelonego oraz 1 i 1/2 uszkodzonego). Na losy polskich lotników nie wolno patrzeć tylko przez pryzmat liczb - należy przede wszystkim szanować i pamiętać o przelanej w walce z nieprzyjacielem krwi.


Wojciech Zmyślony



Jeden z samolotów 112 squadronu, P-40 Kittyhawk z charakterystycznymi "szczękami" malowanymi na nosie.

Kolejny P-40, na skrzydle sierż. Jerzy Różański.

Jeden z Kittyhawków, na których latali Polacy (GA-Y, napis na kadłubie "London Pride").

Sierż. Zbigniew Urbańczyk (z lewej) oraz sierż. Różański (z prawej) przed Kittyhawkiem.

S/Ldr Caldwell oraz jeden z polskich pilotów przed Kittyhawkiem GA-M.

S/Ldr Clive Caldwell oraz sierż. Jerzy Różański, z prawej widać fragment "szczęk" malowanych na Kittyhawkach.

Ponownie Różański i Caldwell.

Dwaj lotnicy oraz piesek "Prince" na pustyni (na drugim planie sierż. Józef Derma).

S/Ldr Clive Caldwell otrzymuje od polskiego lotnika na pamiątkę odznakę pilota, gapę.

Sierż. Derma (z prawej) oraz jeden z brytyjskich pilotów gdzieś wśród pustyni.

Ppor. Henryk Knapik.

Grupa pilotów, na zdjęciu widać m.in. Dermę (pierwszy z prawej) oraz por. Witolda Jandera (z nogą w gipsie).

Fragment gazety z 1942 r. z doniesieniem o obecności polskich myśliwców na froncie libijskim. Od lewej: Różański, NN, Gazda, NN, Caldwell, Knoll, Knapik.

Strona z log-booka ppor. Knapika z odnotowanymi trzema pierwszymi lotami bojowymi w składzie 112 squadronu.

Przeznaczona dla ludności arabskiej ulotka, w której w dwóch językach (angielskim i arabskim) informowano, że posiadacz tego dokumentu jest angielskim oficerem oraz zapewniano sute wynagrodzenie za pomoc mu. Ulotka była przydatna np. na wypadek zestrzelenia, a nosili ją także Polacy (egzemplarz na zdjęciu należał do H. Knapika).

Dwie płytki nieśmiertelnika (wykonane z ebonitu i azbestu) ppor. Henryka Knapika, zawierający nazwisko, numer służbowy, wyznanie, grupę krwi oraz napis RAF (Royal Air Force).


Źródła:
fotografie ze zbiorów: pani Anny Knapik, pana Krzysztofa Tyszki
Cynk J. B., Polskie Siły Powietrzne w wojnie 1943-1945, AJ-Press, Gdańsk 2002