6 lipca 1941 r. - William R. Dunn


Poniższy tekst to relacja P/O Williama R. Dunna (Amerykanina, wówczas pilota 74 Dywizjonu Myśliwskiego RAF; 74 Squadron) z lotu w dniu 6 lipca 1941 r. (eskorta Stirlingów). Tekst został spisany kilkadziesiąt lat po wojnie:

6 lipca, podczas lotu w myśliwskiej eskorcie sześciu Stirlingów na Circus 35 z zadaniem zbombardowania stalowni w Lille, zobaczyłem Hurricane'a z polskiego 306 dywizjonu myśliwskiego strzelającego do Me 109E, który jednak nie chciał spaść. Polski pilot, lecący jakieś 250 jardów za sto dziewiątką, kierował w swój cel ciągłą serię pocisków z kaemów. Widziałem, że trafiał Niemca. Jako że byłem bliżej i nieco ponad 109-tką, postanowiłem pomóc polskiemu towarzyszowi broni. Skręciwszy w stronę ogona szkopa, wystrzeliłem dwie celne serie z odległości nie większej niż 50 jardów. Z wrogiego myśliwca zaczął wydobywać się gęsty czarny dym, a zaraz potem znurkował ku ziemi, rozbijając się w kuli ognia. Ta walka miała miejsce o godz. 14:30 jakieś 12 000 stóp ponad francuską miejscowością Merville.

Niemieckie myśliwce ponawiały swoje ataki na naszą formację aż do czasu, gdy dociągnęliśmy do brzegów Francji w drodze powrotnej do Anglii. Żaden z naszych czterosilnikowych bombowych Stirlingów nie został zestrzelony, ale straciliśmy po kilka Spitfire'ów i Hurricane'ów. Niemcy stracili osiem Me 109E i Me 109F, a sześć dodatkowych zostało uszkodzonych. To był mój pierwszy lot na eskortę Stirlingów, toteż leciałem równolegle do jednego tak, abym mógł go sobie obejrzeć. Strzelec tylny ze swojej wieżyczki pomachał do mnie przyjaźnie. Zauważyłem, że miał na głowie stalowy hełm typu armijnego na skórzanej haubie. Biorąc pod uwagę całą tą strzelającą do bombowców artylerię przeciwlotniczą, zapewne usiadłbym na tym hełmie, gdybym był tym strzelcem.

Polski Hurricane z 306 dywizjonu leciał za mną przez całą drogę do naszego lotniska w North Weald, gdzie też wylądował. Podczas naszej odprawy po locie spotkałem Polaka, pilota Leona H. Jaugscha. Był to naprawdę sympatyczny młody chłopak, który walczył przeciwko Niemcom od dnia, gdy napadli na Polskę. Leon powiedział mi, że przez przypadek o mało co nie zestrzelił mnie, gdy nagle wskoczyłem pomiędzy Me 109 a jego Hurricane'a. Zbrojmistrze stwierdzili, że Leon wystrzelił do Messerschmitta ponad 1200 pocisków, a ja około 400, które widocznie wszystkie zrobiły z samolotu szkopa sito. Przygotowaliśmy następnie wspólnie nasze meldunki bojowe, dając je Robbiemu, naszemu dywizjonowemu oficerowi wywiadu.

Następnego dnia Leonowi i mi Fighter Command przyznało po połowie zwycięstwa. Było takie przypuszczenie, ale nie wiem ile w tym prawdy, że tym niemieckim pilotem był bratanek marszałka Hermanna Göringa. Major Adolf Galland, słynny niemiecki as, który prowadził wówczas wrogą formację, przyznał później, że zgadzały się data, godzina i miejsce z datą, godziną i miejscem lotu, w którym Me 109 bratanka został zestrzelony. Oczywiście nie ma żadnego potwierdzenia, że to Leon i ja zestrzeliliśmy go, ale nie jest to wykluczone. Leon H. Jaugsch mieszka obecnie w Los Alamos w stanie Kalifornia i po czterdziestu latach wciąż korespondujemy ze sobą [Leon Jaugsch zmarł 8 kwietnia 1984 r. - przyp. W.Z.].

William R. Dunn
(tłumaczenie Wojciech Zmyślony)


Źródła:
Dunn W. R., Fighter Pilot: The First American Ace of World War II, University Press of Kentucky, 1996