25/26 listopada 1941 r. - Marceli Neyder


Poniższy tekst to relacja por. Marcelego Neydera (wówczas pilota 307 Dywizjonu Myśliwskiego Nocnego "Lwowskich Puchaczy") z lotu nocą z 25 na 26 listopada 1941 r. Tekst został spisany parę dni po opisywanych zdarzeniach:

Noc z 25 na 26 listopada 1941 roku zapowiadała się dość obiecująco. Wczesnym wieczorem kazali polecieć na patrol. Z miejsca zagnali daleko nad kanał, kazali kogoś gonić, tak daleko, że i radio już słabo słyszałem. Po tym mieliśmy kontakt na 15 tys. stóp, zobacżyłem sylwetkę nad sobą w bardzo niewygodnej dla mnie pozycji - lecieliśmy w przeciwnych kierunkach. Zawróciłem, goniłem kilka minut i nagle zobaczyłem "neutralny" kraj - dużo świateł, ogni i płomieni. Ponieważ "wianki" odbywają się tylko w czerwcu, domyśliłem się, że nasi bombardują Cherbourg i że prawdopodobnie goniłem Wellingtona, gdyż podążał w tę stronę.

Artyleria niemiecka starała się z tych okolicach zrobić jak najmniej przytulną krainę, więc wróciłem na ląd angielski. G.C.I. znalazło dla mnie nowego "klienta". Leciał na północ, ale bardzo mu się spieszyło, gdyż na szybkość 280 m/godz. nie mogłem się do niego zbliżyć. Kontroler uznał gonitwę za beznadziejną i zawrócił mnie z nad Kanału Bristolskiego. Po tym trzeci "customer". Leciał również na północ, na 15 tys. stóp. Kontroler podprowadził bardzo ładnie, operator Sgt. Woźny nawiązał kontakt i już nie puścił szwaba. W dość jasnym świetle księżyca po kilku zalednie minutach zobaczyłem sylwetkę i ogniki z rur wydechowych. Leciał spokojnie. Zbliżyłem się tak, że pierścień celownika objął tylko silniki, oddałem dość długą serię - oczywiście nikomu krzywdy. Prawy silnik niemieckiego samolotu rozżarzył się pięknie, coś się zaczęło rwać i odpadać. Niemiec zakręcił gwałtownie w prawo i zaczął pikować. Starałem się towarzyszyć mu do samej ziemi - oddałem jeszcze krótka, serie z dwóch karabinów z odległości 100 oraz 50 metrów, wpadłem w jego wiry i minąłem go na wysokości 8 tys. stóp. Kształt kabiny samolotu niemieckiego wskazywał na Ju 88.

W czasie piki wyrzucił trzy miny na spadochronach, których nie dowiózł do Kanału Bristolskiego. Eksplodowały prawidłowo na ziemi. Trudno uwierzyć, aby mógł wrócić do Faterlandu, jednakże nie znaleziono rozbitego samolotu, może dlatego że okolica w tym rejonie bardzo dzika i mało zaludniona. Tak oto pierwsze nocne zbliżenie polsko-niemieckie nie dało mi całkowitego zadowolenia, jednak nadziei nie tracę. Będzie lepiej!

Marceli Neyder


Źródła:
dokumenty z Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie (dzięki uprzejmości rodziny Neyderów)