14 września 1939 r. - Roman Rosołowski


Poniższy tekst to relacja kpr. Romana Rosołowskiego (wówczas strzelca radiotelegrafisty 216 Eskadry Bombowej) z lotu w dniu 14 września 1939 r. (przymusowe lądowanie po bombardowaniu niemieckiej broni pancernej). Tekst został spisany kilkadziesiąt lat po wojnie:

Pilot porucznik Wojcieszek lądował pięknie w kartoflisku. Maszyna siłą bezwładności dała długiego "kangura", a on przyziemił łagodnie, pokonał bruzdy i usiadł bezbłędnie. Maszyna zatrzymała się jak "wryta". Szczęśliwi wyskakujemy z niej, lecz z wrażenia nie mogliśmy słowa przemówić do siebie. Wylądowaliśmy we wsi Mukoszyn na Kresach Wschodnich. Zdemontowaliśmy "szczeniaka" (karabin maszynowy) - jednego dla naszego bezpieczeństwa. Noc spędziliśmy pod kopą siana. "Hrabia", jeden z osadników, zaprosił nas na kolację (trzech - pilot i dwóch strzelców samolotowych-radiotelegrafistów). Nie chodziliśmy pojedynczo na tę kolację, a samolot był pod strażą gminy. W czasie rozmowy u hrabiego usłyszeliśmy, cytuję:
- Stąd trzeba będzie uciekać, bo tu będzie niebezpiecznie.

I rzeczywiście. Rano 17 września 1939 r. o godzinie 6:00 usłyszałem warkot nadlatujących samolotów. Przylecieli nisko i w dwóch nalotach ostrzelali słomiane strzechy. Mukoszyn płonął. Oczom moim ukazały się samoloty z dużymi, czerwonymi gwiazdami. Tak obwieszczono nam z powietrza realizację paktu Ribbentropp-Mołotow. "Łoś" nasz stał na twardym skrawku łąki. Bez zastanowienia się wskakujemy do maszyny. Porucznik Wojcieszek uruchamia silniki, pełen gaz i za chwilę wylądowaliśmy we wsi Wielka Głusza. Było to ok. 20 km od Mukoszyna. Tu mieliśmy nadzieję uzyskania paliwa. Tu ostatnia nadzieja prysła, jak bańka mydlana. Paliwa dla "Łosia" nie było. Trzeba było z żalem maszynę opuścić. Dalszą drogę odbyliśmy piechotą w kierunku na Kamień Koszyrski, a pod Dęblinem załoga nasza dostaje się do niewoli niemieckiej. W nocy około godziny 3:00 nad ranem przywieziono nas do obozu przejściowego w Radomiu. Mieścił się on w rynku w byłych koszarach 72 pp. Pod koniec października 1939 r. wywieziono nas do obozu Stalag IIIA w Luckenwalde (80 km na południe od Berlina).

Roman Rosołowski


Źródła:
materiały otrzymane dzięki uprzejmości pana Romana Rosołowskiego