Sprawozdanie z pobytu w łagrze w ZSRR - Jerzy Gruszka


Poniższy tekst to dwa sprawozdania (odpowiedzi na ankiety władz wojskowych) szer. Jerzego Gruszki z pobytu w łagrze w ZSRR (lata 1940-1941). Teksty zostały spisane odpowiednio pod koniec 1941 r. w ZSRR oraz 10 czerwca 1942 r. w Anglii (zapis ortograficzny/interpunkcyjny częściowo uwspółcześniony):

Opis, który podaję poniżej są to spostrzeżenia z łagru. A następnie opis więzienia jaki przeżyłem będąc w wojsku polskim z kołchozów.

Warunki życia ludności w Archangielskiej obłasti rejonu Jercewa. 12 kilometrów od stacji Jercewo jest lakpunkt i oddzielenie łagru kargopolskiego "Kraglice". Wysokie ogrodzenie z desek, nad którymi kołysze drut kolczasty i na czterech rogach wieżyczki dla najemnych striełków (strzelców). W tym ogrodzeniu żyje 800 ludzi. Warunki życia ludzi zamkniętych w tej klitce są bardzo ciężkie dla ludzi pracujących na ogólnych robotach. W baraku spiętrzone nary, na których stłoczeni są ludzie, wyżywienie zależnie od wypracowanej normy. Ale nawet najlepsze jest niewystarczające, np. jeden kocioł, 400 gr chleba razowego o 6-tej, 3 l zupy wodnistej i wymarsz o 7-mej w zimie, w lato o 6-tej na robotę, praca do 12-tej, półgodzinna przerwa, praca do 5-tej, lato do 6-tej i upragniona kolacja - 1l zupy podobnej do rannej i homsa (drobne solone rybki) to całe wyżywienie jednego kotła. Drugi kocioł, 600 - 800 gr chleba praca [nieczytelne] godziny w wyżywieniu 1 l zupy więcej, na obiad o 12-tej 200 gr homsy. Trzeci kocioł, 900 gr chleba rano, 1 l zupy homsa w obiad, 1 l zupy na kolację, 1 l zupy homsa i 100 g mięsa, które bywa najwyżej dwa razy w tygodniu po wykonaniu [nieczytelne] racje chleba obozowiczów o 25% innych artykułów [nieczytelne].

Praca na ogólnych robotach, wyrąb lasu i praca pomocnicza. Dni wolne od pracy to jeden dzień w miesiącu i to nigdy nie bywał dniem wolnym, w którym można by odpocząć, bo zwykle bywały rewizje trwające po kilka godzin.

Stosunek władz do więźniów da się przedstawić w rozkazach jakie wydawali: prędzej pracować, więcej pracować. Pięć dni izolatora za niewypełnienie planu roboty. Stosunek więźniów do władz bardzo wrogi, lecz najstaranniej ukryty z powodu lęku przed batem czerwonych dręczycieli.

Władze łagru, to sami partyjni, najgorsi moralnie wykolejeńcy, gro Żydzi. (...)

Starsze pokolenie z wyjątkiem partyjnych "komunistów" jest wierzące, lecz wiara jest głęboko skryta, bo boją się prześladowań. Młodzież natomiast nie ma zielonego pojęcia o religii, natomiast bez zająknięcia się cytują całe stronice z dzieł Marksa i Lenina.

Nastawienie ludzi do wojny jest przeważnie jednakowe. Wszyscy pragną, ażeby Niemcy wygrały wojnę, bo tylko w ten sposób widzą zniesienie obecnego rządu czerwonych, którzy trzymają ich w żelaznych łapach. Gdy zacznie się opowiadać o wojnie, to starzy ludzie boją się, by wojna się nie przeciągnęła, bo pomrą z głodu. Z kołchozów zabrali wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni, zabrali traktory i część koni. W jesieni z braku rąk roboczych dziesiątki hektarów zostały nieskoszone, nie mówiąc już o zasiewach, natomiast nałożono nowe podatki, tak że kołchoźnicy sprzedają ostatnie siewy, żeby zapłacić podatki przed obawą, ażeby nie dostać się do więzienia. (...)

Po 13-miesięcznym więzieniu do kargopolskich łagrów obłaść Archangielsk. Tam od 11.1940 r. do 05.1941 r. pracowałem jako sanitariusz. Ten lakpunkt, na którym ja się znajdowałem, był to szpital, a raczej szpitale. Szpitale pomieszczały się w 5 budynkach. W jednym był oddział chirurgiczny z 70 łóżkami. Obsługa jeden chirurg, trzy siostry i pięciu sanitariuszy. Z tego jeden tylko zajmował sie gospodarstwem, a na pozostałych czterech zwalana była obsługa chorych. Drugi budynek to szpital wewnętrzny 50 łóżek. Następne trzy szpitale, to są grobowce za życia, ściany, gdy w które raz kłaść wpadnie to wychodzi przeważnie tylko na cmentarz. Zaleczenie lub powstrzymanie procesu gruźliczego bardzo rzadkie. Chorzy leżący w szpitalach, to ludzie wynędzniali, spracowani przybywający z lakpunktów, na których jest wyrąb lasu. Teraz przedstawię krótko pracę ludzi, np. doktora mającego pod swoja opieką trzy stacjonery gruźlicze razem około 150 chorych. Ten lekarz bada dziennie około 50 chorych, przeprowadza 5 czasem 10 zabiegów z [nieczytelne] gruźliczej (odma sztuczna, wypompowywanie wody i powietrza z pomiędzy opłucnych przy wypompowywaniu gnoju z [nieczytelne] przy gruźlicy kości. Robi co może, lecz zdaje sobie sprawę, że to wszystko na próżno, bo tym chorym on nie pomoże, ponieważ pierwszym najważniejszym warunkiem jest odżywienie, a władze wychodzą z założenia, że choremu nie należy sie ono wcale, bo nie pracuje, a za to które dostaje to i tak tylko może podziękować. Przejdźmy sie dalej, opuśćmy szpital i dążmy do stojącej osobno budy, bo inaczej nie można nazwać tej szopy, tam zobaczymy coś co zamrozi krew w żyłach. Oto trup nagi leży na jakichś wyłamanych drzwiach leżących na dwóch krzesłach, nad nim stoi lekarz trzymający w ręku nóż. A za nim stoi grono ludzi w szarych i białych fartuchach. Ci ludzie to sanitariusze i sanitariuszki, którzy chodzą na kurs felczerski. Zebrali sie tu aby poznać budowę człowieka, żeby zobaczyć jakie zmiany wywołuje jedna lub druga choroba. Oto lekarz przykłada nóż do ciała rozcina [nieczytelne] chrząstki mostku, podnosi mostek i stają przed oczyma płuca człowieka, płuca zżarte gruźlicą, bierze te płuca w gołe ręce kraje je, pokazuje zmiany. Następnie przechodzi do jamy brzusznej i dalej przeprowadza sekcję. Pada pytanie dlaczego doktor nie ma rękawic nałożonych, krótka odpowiedź: nie ma ich. Tak, to koszmar, który ciężko opisać, a na wspomnienie którego włosy stają na głowie. W szpitalach za mojej obecności zmarło dwóch Polaków, imion nie pamiętam. Mechanik z Przemyśla i Saładucha z Warszawy urzędnik magistratu zamieszkujący przy ul. Karolkowej. O tych, którzy byli warchołami nie piszę, bo nazwisk nie pamiętam, natomiast należy się pochwała panu Pawłowi Poliświatowi porucznikowi rezerwy za podtrzymywanie ducha polskiego i pomoc, jakiej udzielał potrzebującym tej pomocy.

Pod tym punktem nie będę odpowiadał na napisane w druku pytanie ponieważ inni lepiej na punkt opiszą, tylko wspomnę o jednym, że za dużo warchołów jest na stanowiskach przedstawicieli rejonowanych w poszczególnych obłastiach i dzięki nim opieka nad ludnością polską jest bardzo opieszała.

Gruszka


2 komp.
M.p., dnia 10.6.1942 r.

16.10.1939 r. zostałem aresztowany przez Straż Graniczną w Śniatyniu.

Przesłuchiwany byłem przez NKWD. Zarzucali mi pracę na korzyść Niemiec, a później chęć przekroczenia granicy i wstąpienia do WP. W czasie przesłuchiwań wypytywali o organizacje wojskowe, nazwiska wojskowych, policji i urzędników państwowych. Męczono aresztowanych, chcąc się dowiedzieć kto wysyła i jaka organizacja wysyła. W ogóle przy odpowiedzi mówiłem, że nic nie wiem (przesłuchiwany byłem 21 razy). Jako element niepewny zostałem skazany na 5 lat robót. Za współpracę w więzieniu i donoszenie obiecywali mi zwolnienie z więzienia.

Żydzi i lekarze (Obóz Kargopolski k. Jercewa) prześladowali Polaków i niejednokrotnie mimo choroby nie uznawali jej podając jako markierantów.

Brzeziński (zaw. agronom) donosił o wszystkim do NKWD, jak również będąc brygadierem gnębił Polaków. Wielu Polaków, których nie przypominam, a którzy współpracowali z NKWD, znajduje się obecnie w Armii Polskiej.

Po zwolnieniu proponowali przyjęcie obywatelstwa sow. przez co otrzymalibyśmy pracę lub wstąpienie do woj. sowieckiego, gdyż to jest wszystko jedno czy w Armii Polskiej, czy w ich.

Znajomi: por. Poliświat Paweł

Gruszka


Źródła:
dokumenty z Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie