Zestrzeleni, nieschwytani: Europa 1941-1945


Trudno było nadać tytuł dla poniższej galerii. "Zestrzeleni, nieschwytani" chyba najlepiej oddaje sens angielskiego słowa "evader". Słowo to nie ma bezpośredniego odpowiednika w języku polskim, a używano go w oficjalnych dokumentach Royal Air Force zwykle w odniesieniu do lotników alianckich, którzy zostali zestrzeleni (lub po awarii samolotu lądowali przymusowo) nad okupowaną Europą i uniknęli niewoli. W wypadku lotników polskich dotyczyło to przede wszystkim Francji, Belgii i Holandii, ale także Danii i Polski. Życie ratowali na spadochronie lub lądując przymusowo w samolocie, a następnie dzięki pomocy ruchu oporu zyskiwali fałszywe dokumenty, które pozwalały im przedostać się z powrotem do Wielkiej Brytanii. Zwykle droga wiodła przez Francję do Hiszpanii i dalej do brytyjskiego Gibraltaru, który był już bezpiecznym schronieniem. Sytuacja taka utrzymywała się od 1941 r. (gdy Polacy zaczęli regularnie latać nad Europę) do połowy 1944 r. (gdy utworzono front w Normandii). Po inwazji 6 czerwca 1944 r. zestrzeleni nad terytorium nieprzyjaciela nie musieli już przedzierać się przez całą Europę, by dotrzeć z powrotem za Kanał La Manche. Droga była prostsza, gdyż wystarczało oczekiwanie w bezpiecznym schronieniu, aż przesuwający się na wschód linia frontu dotrze odpowiednio daleko. Niewielka grupka Polaków została zestrzelona także nad Polską i po nadejściu Armii Czerwonej przez Odessę drogą morską powróciła do Anglii. Znany jest także jeden przypadek przedostania się przez Danię do Szwecji, a stamtąd do Anglii. Droga nigdy nie była prosta, nie wszystkim udawało się uciec - niektórzy na skutek przypadkowych kontroli czy też celowego donosu byli wyłapywani przez Niemców, innych czekał hiszpański obóz internowania Miranda de Ebro...

Szacuje się, że łącznie około 70 lotnikom udało się uniknąć niewoli i powrócić z terenów okupowanych przez III Rzeszę do Wielkiej Brytanii. Warto wymienić cztery postacie, które wyróżniły się spośród tej liczby.

Pierwszą był ppor. Marian Rytka z 302 Dywizjonu Myśliwskiego "Poznańskiego". 21 maja 1941 r. podczas lotu bojowego nad Francją został zestrzelony na swoim Hurricanie II WX-V (Z2423) przez Messerschmitta Bf 109. Uznany przez kolegów za poległego, wzbudził powszechne zdziwienie, gdy 15 sierpnia 1941 r. wrócił do Wielkiej Brytanii. Stał się tym samym pierwszym w historii Polskich Sił Powietrznych lotnikiem, który dokonał podobnego wyczynu. Cenne informacje wywiadowcze, jakie przywiózł ze sobą, okazały się na tyle cenne, że Polaka odznaczono wysokim odznaczeniem brytyjskim - Member Order of the British Empire.

Kpt. Tadeusz Koc z 308 Dywizjonu Myśliwskiego "Krakowskiego" był z kolei rekordzistą jeśli chodzi o czas powrotu (licząc powroty dokonane przed czerwcem 1944 r., gdy nie było jeszcze we Francji frontu). Koc został zestrzelony przez myśliwca Fw 190 nad Francją 3 lutego 1943 r. na Spitfirze V (BL977), ale już po 19 dniach był z powrotem w Anglii, po ekspresowej wędrówce przez Francję i Hiszpanię.

Ppor. Józef Tyszko został zestrzelony nad Belgią podczas nalotu na Saarbrücken nocą z 28 na 29 sierpnia 1942 r., jako pierwszy pilot Wellingtona IV GR-Z (Z1491) z 301 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Pomorskiej". Zaledwie cztery dni później, czyli 2 września, po samodzielnej wędrówce przez Francję do Hiszpanii, zameldował się w brytyjskim konsulacie w San Sebastian. Na Wyspy powrócił jednak dużo później, bo dopiero 5 października. Gdyby nie dłuższy pobyt w Hiszpanii i Gibraltarze, to Tyszko miałby szansę na zostanie rekordzistą pod względem czasu powrotu.

Inny pilot, tym razem bombowy z 300 Dywizjonu "Ziemi Mazowieckiej", ppor. Wacław Wąsik, aż dwukrotnie przeżył zestrzelenie, uniknął niewoli i powrócił. Za pierwszym razem uczynił to po tym, jak nocą z 27 na 28 kwietnia 1942 r. podczas nalotu na Kolonię został zestrzelony na Wellingtonie IV BH-W (Z1276) nad francuskimi Ardenami. Wyczyn powtórzył ponad dwa lata później. Pilotował Lancastera I BH-M (PA163), który lecąc na Szczecin w nocy z 29 na 30 sierpnia 1944 r., został trafiony w powietrzu. Wąsik jako jedyny z załogi przeżył eksplozję samolotu i po raz drugi (w ciągu zaledwie 4 lotów bojowych!) powrócił do Wielkiej Brytanii w czasie niecałego miesiąca - 27 września 1944 r. (tym razem trasa wiodła przez Szwecję).


Wojciech Zmyślony



Fotografia wykonana w 1943 r. w okupowanej Belgii, przedstawiająca członków ruchu oporu oraz dwóch zestrzelonych lotników: st. sierż. Bronisława Malinowskiego z 302 Dywizjonu Myśliwskiego "Poznańskiego" (pierwszy z prawej) oraz Kanadyjczyka F/Sgt Roberta L. Mastersa (pierwszy z lewej). Malinowski został zestrzelony 8 września 1943 r. na Spitfirze V (AA928), jego kolegę z RCAF zestrzelono w nocy z 21 na 22 czerwca 1943 r. w Halifaksie II MH-K (JD244) podczas nalotu na Krefeld.

Portretowa fotografia Bronisława Malinowskiego wykonana w okresie, gdy po zestrzeleniu ukrywał się w Belgii. Wykorzystano ją do sfałszowanego dowodu osobistego, wystawionego dla lotnika.

Pamiątkowa fotografia dwóch ukrywających się alianckich lotników: ppor. Czesława Oberdaka (z lewej) oraz Amerykanina Franka Cosletta z USAAF. Oberdak, pilot 306 Dywizjonu Myśliwskiego "Toruńskiego", 30 maja 1944 r. lądował przymusowo swym Mustangiem III UZ-A (FX979). Ukrywał się aż do grudnia 1944 r., gdy został schwytany przez Niemców. Już nie odzyskał wolności - 8 marca 1945 r. został zamordowany przez Niemców. Zdjęcie zrobiono 5 grudnia 1944 r. w Amsterdamie, podczas obchodzonej tego dnia w Holandii wigilii św. Mikołaja. Z prawej strony na zdjęciu widoczne nakrycie głowy Mikołaja, zwanego przez Holendrów Sint-Nicolaasem.

Mjr Jan Falkowski (trzeci od lewej, dowódca III Skrzydła Myśliwskiego) oraz kpt. Ignacy Olszewski (czwarty od lewej, dowódca 302 Dywizjonu Myśliwskiego "Poznańskiego") w cywilnych ubraniach, wkrótce po dotarciu do oddziałów alianckich, wiosna 1945 r. Obaj zostali zestrzeleni nad Holandią: Falkowski 9 marca 1945 r. na Spitfirze IX RF-C (BS281), Olszewski natomiast 14 marca 1945 r. na Spitfirze XVI WX-L (TB250). Ukrywali się z powodzeniem aż do końca wojny.

Pilot 302 Dywizjonu "Poznańskiego" ppor. Marian Rytka - pierwszy lotnik Polskich Sił Powietrznych, który powrócił po zestrzeleniu z okupowanej Europy.

Rewers przedstawionej obok fotografii Rytki. Należące do ppor. Marcelego Neydera (kolegi Rytki z 302 dywizjonu) zdjęcie zostało opisane słowami świadczącymi o tym, że koledzy przedwcześnie uznali zestrzelonego Rytkę za zabitego.

Uciekinier-rekordzista kpt. Tadeusz Koc zajęty lekturą "Ogniem i mieczem" Henryka Sienkiewicza - czy przyszło mu kiedykolwiek do głowy, że podobnie jak Skrzetuski będzie musiał się przedzierać przez terytorium zajęte przez nieprzyjaciela, by dotrzeć do swoich...?

Bombardier z 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych, ppor. Włodzimierz Bernhardt. Po zestrzeleniu nocą z 16 na 17 sierpnia 1944 r. (lot ze zrzutem dla powstańców warszawskich) ukrywał się w Krakowie. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną zgłosił się do radzieckich władz. Jako "francuskojęzyczny Kanadyjczyk" został przerzucony przez Odessę do Anglii, dokąd dotarł ostatecznie 24 marca 1945 r.


Źródła:
fotografie ze zbiorów: pana Włodzimierza Bernhardta, pana Michaela Leblanca, pana Jerzego Mencla, państwa Neyderów, pana Wilhelma Ratuszyńskiego, pana Richarda Schuurmana
Cynk J. B., Polskie Siły Powietrzne w wojnie 1939-1943, AJ-Press, Gdańsk 2001
Cynk J. B., Polskie Siły Powietrzne w wojnie 1943-1945, AJ-Press, Gdańsk 2002
Matusiak W., Gretzyngier R., Zieliński J., Lotnictwo polskie na Zachodzie 1939-1947, ZP Grupa, Warszawa 2007