Andrzej Górski
Andrzej Górski

Andrzej Kazimierz Górski (właściwie Lewalt-Górski) urodził się 4 marca 1921 r. w Poznaniu jako najmłodsze, szóste dziecko w pochodzącej z Kresów rodzinie Witolda Lewalt-Górskiego i Marii z domu Rozwadowskiej. Podczas ofensywy bolszewickiej w 1920 r. Górscy uciekli z rodzinnego majątku w Baranowiczach i zamieszkali w Poznaniu. Wkrótce po urodzeniu się najmłodszego potomka, rodzina przeniosła się do Bydgoszczy, gdzie zamieszkiwała przez jakiś czas. Po kilku latach udało się ojcu odkupić i wyremontować dom w rodzinnych Baranowiczach, dokąd cała rodzina przeniosła się w 1926 r. Ojciec Andrzeja Górskiego pełnił funkcję prezesa Związku Ziemian, zaś matka jako prezeska Związku Gospodyń Wiejskich była aktywną działaczką na rzecz podniesienia ogólnego poziomu białoruskiej wsi. Po ukończeniu czterech klas w tamtejszej szkole podstawowej, młody Górski został przez rodziców wysłany do Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Ignacego Paderewskiego w Poznaniu. Zamieszkał na stancji u przyjaciela rodziny mjr. Jana Lenczowskiego, ówczesnego zastępcy dowódcy 7 batalionu saperów. Tam też w przerwach pomiędzy nauką korzystając z pomocy podwładnych mjr. Lenczowskiego doskonalił się w umiejętności jazdy konnej, nabytej w dzieciństwie, a nawet miał możliwość oddania 10 skoków spadochronowych z wieży.

Do wybuchu wojny Górski ukończył gimnazjum i zdał tzw. "małą maturę". Z uwagi na młody wiek, w działaniach bojowych we wrześniu 1939 r. nie wziął udziału. Po zajęciu 17 września 1939 r. wschodniej części Polski przez Armię Czerwoną, Górscy przenieśli się do Wilna, a następnie do majątku Radziwiłłów w Towianach. Wkrótce po przeniesieniu się na Litwę, Górski z rówieśnikami postanowił założyć tajną organizację mającą na celu pomoc w przerzucaniu polskich oficerów, ściganych przez NKWD, przez granicę do Prus Wschodnich, a następnie do Warszawy. Młoda i niedoświadczona grupa konspiratorów nie działała zbyt długo. Po prawie dwóch tygodniach śledzenia i podsłuchiwania przez NKWD, Górski i jeden z jego wspólników zostali aresztowani w restauracji w Kownie. Następne kilka tygodni spędził w celi litewskiego więzienia NKWD. W trakcie szeregu brutalnych przesłuchań odpierał wszystkie zarzuty stawiane przez śledczych. Głównym dowodem enkawudzistów na działalność spiskową Górskiego był list jego kolegi podpisanego jako Waldo, w którym informował, że ma do przeprowadzenia na niemiecką stronę ok. 50 oficerów. Szczęśliwie Górskiemu udało się przekonać śledczych, ze nikogo o takim imieniu nie zna. Mimo tego przesłuchania wciąż trwały. Podczas jednego z nich pozorowano nawet wykonanie wyroku śmierci. Po około 30 godzinach przesłuchań, doprowadzony do furii Górski wykrzyczał w twarz Rosjanom, iż gdyby tylko został wypuszczony na wolność, natychmiast powystrzelałby wszystkich przesłuchujących go, a potem zobaczyłby, co robić dalej. Taka reakcja rozśmieszyła i wzbudziła podziw enkawudzistów, tak, że na przesłuchanie kilkakrotnie przybył sam komendant litewskiego NKWD, generał o nazwisku Wołkow, aby zobaczyć butnego więźnia. W trakcie pobytu w więzieniu Górski w sumie kilkakrotnie był przesłuchiwany przez Wołkowa, który z sobie tylko znanych powodów, traktował go wyjątkowo humanitarnie. Częstował jedzeniem, wypytywał o rodzinę, opowiadał o swojej żonie. Ostatecznie polecił, aby Górski został warunkowo wypuszczony na wolność i zobowiązał go do codziennego meldowania się. Wkrótce, nie zamierzając podporządkować się tym warunkom, Górski zdecydował się wyjechać do Wilna, aby wspomóc finansowo rodzinę. W tym celu zakupił konia i zaczął pracować, jako wozak. Po kilku miesiącach pracy został ponownie aresztowany przez NKWD pod fałszywym zarzutem nielegalnego handlu biżuterią i przewieziony do więzienia, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej sam opuścił. Również tym razem dopisało mu szczęście. Ponownie spotkał znajomego komendanta NKWD, który i tym razem po wysłuchaniu jego historii polecił wypuścić go na wolność.

Na fali nasilających się w połowie 1941 r. wywózek polskich rodzin na Syberię, rodzina Górskich została w czerwcu 1941 r. wywieziona z Wilna do miejscowości Czistunka w Ałtajskim Kraju. Tam przebywając na tzw. wolnej zsyłce i ciężko pracując m.in. przy miejscowej produkcji obuwia zimowego oraz przy wyrębie lasu, Górski dowiedział się o podpisaniu układu Sikorski-Majski. Postanowiwszy skorzystać z możliwości dołączenia do formującej się Armii Polskiej w ZSRR, zgłosił się do posterunku NKWD w miejscowości Topczicha z prośbą o pomoc w umożliwienia mu dotarcia do miejsca formowania się Wojska Polskiego. Wobec braku jakiejkolwiek pomocy ze strony władz sowieckich, we wrześniu 1941 r. postanowił samodzielnie udać się do Taszkientu. Po dotarciu na miejsce dowiedział się, że wstrzymany jest nabór do wojska polskiego i że przyjmowanie zostanie wznowione dopiero na początku 1942 r. Nie chcąc bezczynnie czekać tak długo, postanowił udać się z jednym z transportów z Polakami w okolice Morza Aralskiego, skąd w grudniu 1941 r. udał się dalej z kolejnym transportem do portu przeładunkowego w Turtkuł w Uzbekistanie. Spędziwszy w tej miejscowości w bardzo ciężkich warunkach kilka zimowych miesięcy, w marcu 1942 r. dotarł do Kermine - miejsca stacjonowania 7 Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza. Stamtąd po przejściu kwarantanny, zarządzonej po wybuchu epidemii tyfusu, został razem z transportem żołnierzy przewieziony do Krasnowodska, a następnie na pokładach rosyjskich statków do Pahlewi w Iranie. Tam zgłosił się do lotnictwa i został z całą grupą podobnych ochotników skierowany do Egiptu, a następnie morską trasą dookoła Afryki do Durbanu w Afryce Południowej. Kolejne dwa miesiące cała grupa spędziła w Petermaritzburgu czekając na transport do Wielkiej Brytanii. Wreszcie ochotnicy zostali załadowaniu na pokład statków transportowych i 28 sierpnia 1942 r. dotarli bezpiecznie do Glasgow w Szkocji.

Po pomyślnych przejściu wymaganych badań lekarskich i zakwalifikowaniu się do służby w Polskich Siłach Powietrznych, Górski przeszedł pełny cykl szkoleniowy jako pilot, począwszy od stopnia szeregowca. Ukończył kolejno: centrum wyszkolenia przedwstępnego ACTC w Hucknall, skrzydło szkolenia wstępnego 12 ITW w Brighton, szkołę pilotażu początkowego 25 EFTS w Hucknall oraz szkołę pilotażu podstawowego 16 SFTS w Newton. 15 sierpnia 1944 r., już w stopniu Sergeanta (sierżanta RAF) i polskiego starszego szeregowca oraz z "gapą" pilota na mundurze, został skierowany do 577 squadronu RAF stacjonującego wówczas we Wrexham w Walii. W dywizjonie tym, przeznaczonym do współpracy z obroną przeciwlotniczą, sformowanym 1 grudnia 1943 r. z jednostek 6, 7 oraz 8 AACU, Górski latał na samolotach Oxford na ćwiczenia mające na celu m.in. pozorowanie celów powietrznych, które artyleria przeciwlotnicza namierzała, doskonaląc się w posługiwaniu się radarem. Wyrabiał sobie również w ten sposób nawyki pilotażu w różnych warunkach pogodowych i w nocy. W trakcie służby w 577 squadronie odkomenderowany był na trzytygodniowy brytyjski kurs dowódców plutonów piechoty, który ukończył z wynikiem bardzo dobrym. Kurs odbywał się na walijskiej wyspie Anglesey, a przeznaczony był dla pilotów w randze od Sergeanta (sierżanta RAF) do Flight Lieutenanta (kapitana RAF). Po wylataniu w dywizjonie łącznie prawie 350 godzin na różnych typach samolotów został skierowany 28 października 1944 r. do jednostki wyszkolenia bojowego 18 OTU w Finningley. Stamtąd po ukończeniu szkolenia i skompletowaniu załogi w składzie: Sgt Eugeniusz Pietrzak (radiooperator), P/O Jan Sierbień (nawigator), Sgt Marian Sobczak (mechanik pokładowy), P/O Jan Fabrycy (bombardier), Sgt Roman Golicz (tylny strzelec) i Sgt Zbigniew Torka (górny strzelec), pod koniec listopada 1944 r. został wysłany celem zapoznania się z Halifaksami i Lancasterami do jednostki przeszkolenia na sprzęt ciężki do 1662 Heavy Conversion Unit w Blyton.

Wreszcie 18 stycznia 1945 r. cała załoga z Górskim na czele zameldowała się w Faldingworth, miejscu stacjonowania 300 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Mazowieckiej", u jego ówczesnego dowódcy - W/Cdr Bolesława Jarkowskiego. Po kilku tygodniach zgrywania się z dywizjonem, pierwszy lot Górski wraz załogą odbył 20 lutego 1945 r. Załoga (jeszcze z P/O Mieczysławem Klisiewiczem zamiast Romana Golicza) Lancastera BH-N "N for Nun" (NN746) została wyznaczona do bombardowania Dortmundu. Kolejne dwa dni zostały spędzone na lotach nad Duisburg i Pforzheim. Od lotu w dniu 28 lutego na bombardowanie Neuss do załogi powrócił Roman Golicz, jako strzelec. Już do końca wojny cała załoga latała nad III Rzeszę w niezmienionym składzie.

W czasie swoich lotów niejednokrotnie Górski miał okazję wykorzystać swoje znakomite umiejętności pilotażu ciężkiego Lancastera. W jednym z lotów na bombardowanie Dessau, w nocy z 7 na 8 marca 1945 r. jego samolot będący w czołowej fali bombowców nadlatującej na cel znalazł się na kursie kolizyjnym równocześnie z trzema innymi Lancasterami. Chcąc uniknąć nieuchronnego zderzenia postanowił zaryzykować i rzucił Lancastera w strome nurkowanie. Najbliżej przelatujący bombowiec szczęśliwie zahaczył go tylko o antenę zrywając ją. Górski z pomocą mechanika pokładowego Mariana Sobczaka walczył z opornymi sterami, zmniejszając obroty silnika i wykorzystując możliwość otwarcia podwozia w locie, co spowolniło samolot do prędkości, która nie groziła urwaniem skrzydeł. Ostatecznie udało mu się wyprowadzić samolot do pozycji poziomej tracąc ok. 3000 metrów wysokości. Podczas tego lotu omal nie nawiązał kontaktu bojowego z nieprzyjacielskim nocnym myśliwcem, kiedy na chwilę przed zrzuceniem ładunku na cel zauważył on niemieckiego pilota w Fw 190, który leciał tuż przy jego Lancasterze (jego prawe skrzydło znajdowało się pod bombowcem), nie widząc go w ciemnościach. Szczęśliwie niemiecki myśliwiec był szybszy, więc po chwili wyprzedził Lancastera i zniknął w ciemnościach, być może ratując w ten sposób życie. Obaj strzelcy i pilot bombowca już szykowali się do manewru, który pozwoliłby im zajęcie dogodnej pozycji do otwarcia ognia.

Innym razem dopisało mu szczęście, kiedy okazało się, że podczas dziennego bombardowania Mannheim 1 marca 1945 r. jedna z bomb zapalających zrzucanych prawdopodobnie przez inny bombowiec znajdujący się powyżej, trafiła w samolot i utknęła w skrzydłowym zbiorniku paliwa Lancastera pilotowanego przez Górskiego. Szczęśliwie bomba nie wybuchła podczas lotu, a dopiero po wylądowaniu, kiedy wydobyto ją z prawie pustego zbiornika. Wkrótce po tym zdarzeniu dowódca dywizjonu zaproponował wymontowanie karabinów maszynowych z ich samolotu twierdząc, że załodze, której dopisuje takie szczęście, nic złego stać się nie może.

Do 7 maja 1945 r. Górski w swoim log-booku zanotował łącznie 17 lotów bojowych, z czego dwa nieukończone (w jednym przypadku podczas lotu nastąpiła awaria silnika i samolot musiał zostać skierowany z powrotem do bazy, a w drugim - cały lot został wkrótce po starcie odwołany przez dowództwo) oraz 5 lotów operacyjnych - na zrzuty zaopatrzenia dla ludności w Holandii w ramach operacji "Manna". Jego umiejętności pilotażu były ocenione bardzo wysoko zarówno przez Brytyjczyków, jak i Polaków, co zyskało potwierdzenie w końcowej ocenie zamieszczonej w jego log-booku: "exceptional" (wyjątkowa).

Po wojnie Górski służył w 300 dywizjonie, a po jego rozwiązaniu w styczniu 1947 r. wstąpił do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia, będąc wówczas w stopniu polskiego sierżanta i brytyjskiego Warrant Officera. Służąc w PKPiR skorzystał ze złożonej mu przez Brytyjczyków propozycji i przeniesiony został do jednostki rozprowadzającej na stację RAF Aston Down. Jego praca polegała na oblatywaniu egzemplarzy samolotów, które przebudowano w fabrykach, a także na dostarczaniu na lotniska dywizjonów maszyn nowo wyprodukowanych w zakładach przemysłowych. Przez blisko dwa lata pilotował wiele różnych typów samolotów, m.in. Spitfire'y, Beaufightery i Mosquito. Tymczasem stale oczekiwał na wydanie wizy USA, o którą złożył wniosek wkrótce po zakończeniu wojny. W Stanach Zjednoczonych chciał kontynuować karierę pilota-oblatywacza. Po otrzymaniu jesienią 1948 r. wizy amerykańskiej, trafił na krótko na stację w Dunholme Lodge, a następnie ostatecznie zdemobilizował się. W grudniu 1948 r. pożegnał się z Wyspami Brytyjskimi i wypłynął w podróż z Liverpoolu do Bostonu.

Po przenosinach do USA nie mógł znaleźć pracy w zawodzie pilota. Okazało się, że jego umiejętności i doświadczenie nie są już tak cenione w powojennej rzeczywistości. Wstąpił więc do college'u na kierunek ekonomia, który ukończył z tytułem Bachelor of Art in Economics (licencjata nauk ekonomicznych). Następnie zapisał się na wieczorowe kursy matematyki stosowanej (applied mathematics), które pozwoliły mu na zdobycie tytułu magistra inżyniera i podjęcie w 1962 r. pracy w Autonetics - jednym z oddziałów firmy North American Aviation jako główny inżynier (senior engineer) w dziale niezawodności (Reliability Engineering). Po kilku latach przeszedł do zakładów Grummana i pracował przy projekcie "Apollo" obejmującym projektowanie rakiet balistycznych do celów eksploracji kosmosu. Kolejne dwa lata spędził również jako główny inżynier ds. niezawodności w General Precision Laboratories, współpracujących z koncernem Aerospace. W listopadzie 1970 r. przeniósł się na stanowisko głównego inżyniera w firmie Consolidated Edison of New York, gdzie doczekał emerytury.

Jako emeryt Górski osiadł na Florydzie w USA, gdzie mieszka do dzisiaj. Będąc w 1992 r. na Światowym Zjeździe Lotników Polskich w Dęblinie, podczas sesji plenarnej wygłosił odczyt na temat strategii bombardowania stosowanej przez Bomber Command w latach 1943-1945. Po tym wykładzie padła propozycja, aby jako specjalista został lektorem Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Po uzyskaniu zgody stosownych władz przez ok. 2,5 roku wykładał na tej uczelni w języku angielskim przedmiot: komunikacja ziemia-powietrze, który cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem dęblińskiej kadry oficerskiej i słuchaczy.

Porucznik w stanie spoczynku Andrzej Górski utrzymywał przez cały czas kontakt z krajem i chętnie dzielił się swoimi wojennymi wspomnieniami i doświadczeniem, jakie zdobył pilotując Lancastera - najlepszy ciężki bombowiec II wojny światowej. Odznaczony został dwukrotnie Krzyżem Walecznych, dwukrotnie Medalem Lotniczym, Polowym Znakiem Pilota (nr 1806) oraz brytyjskimi medalami pamiątkowymi. Zmarł 28 stycznia 2013 r., na krótko przed 93 urodzinami.



Grzegorz Korcz

Źródła:
fotografia ze zbiorów pana Andrzeja Górskiego
materiały otrzymane dzięki uprzejmości pana Andrzeja Górskiego
dokumenty z Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie
dokumenty z National Archives w Kew
Górski A., Skok bez parasola [w:] Biuletyn IPN 5/2004