Pogrzeb gen. Władysława Sikorskiego


5 lipca 1943 r. znajdującą się w czwartym roku wojny Europę obiegła wiadomość o niespodziewanej, tragicznej śmierci gen. broni Władysława Sikorskiego, premiera rządu polskiego i Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Oficjalne komunikaty mówiły o tym, że poprzedniego dnia (tj. 4 lipca) stracił życie w wyniku katastrofy czterosilnikowego samolotu transportowego Liberator (AL523), który wpadł do morza i zatonął chwilę po starcie z lotniska w Gibraltarze. Na jego pokładzie generał lecieć miał z powrotem do Anglii, powracając z inspekcji oddziałów Armii Polskiej na Wschodzie. Poza Sikorskim zginęli bądź zaginęli pozostali pasażerowie Liberatora: Zofia Leśniowska (córka Sikorskiego), gen. bryg. Tadeusz Klimecki (szef sztabu Naczelnego Wodza), płk dypl. Andrzej Marecki (szef Oddziału III w Sztabie Naczelnego Wodza), por. mar. Józef Ponikiewski (adiutant Naczelnego Wodza), Adam Kułakowski (sekretarz), Jan Gralewski (kurier z okupowanej Polski), płk Victor Cazalet (brytyjski oficer łącznikowy przy rządzie polskim), John P. Whiteley (członek brytyjskiego parlamentu) oraz dwaj cywile Walter H. Lock i Harry Pinder. Wśród zabitych lub zaginionych członków załogi samolotu znajdowali się: drugi pilot S/Ldr William Herring, nawigator W/O Lewis Zalsberg, strzelec radiotelegrafista F/Sgt Dobson Hunter, strzelec radiotelegrafista F/Sgt George Gerry oraz mechanik pokładowy Sgt Francis Kelly. Jedyną osobą, która przeżyła, był pierwszy pilot samolotu, Czech F/Lt Eduard Prchal.

Wieść o śmierci Sikorskiego dla wszystkich Polaków była poważnym wstrząsem. Przez wielu był on uważany za jedynego polskiego polityka, który ma faktyczny autorytet i poważanie wśród alianckich przywódców. Nazwisko Sikorskiego było synonimem wiary w pełni niezależną i silną powojenną Polskę - tak dla Polaków w okupowanym kraju, jak i tych na emigracji. Jako przykład takich odczuć, pojawiających się wśród społeczeństwa w 1943 r., przytaczam fragmenty wspomnień dwóch osób: Bolesława Dobrskiego, mieszkającego i pracującego na Pomorzu (na obszarach włączonych do III Rzeszy), oraz Henryka Kwiatkowskiego, sierżanta pilota 305 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Wielkopolskiej". Dobrski zanotował:

Idąc po pracy (...) kupiłem gazetę, gdzie już na pierwszej stronie, dużym drukiem, podano wiadomość o katastrofie na Gibraltarze. Śmierć Sikorskiego, najbardziej wówczas znanego generała i polityka polskiego, zaszokowała mnie. Tyle pokładaliśmy w nim nadziei! Nie znając detali, poza propagandą goebbelsowską, której i tak nie dawaliśmy wiary, byłem tą sprawą bardzo przygnębiony. Samo nazwisko Sikorski było już od czterech lat synonimem nadziei na ustach każdego Polaka, a w sercach jakby płonący znicz, symbolizujący nadzieję na wolność. Nic więc dziwnego, że wiadomość o jego śmierci przyjęliśmy jako wielki cios, stawiający pod znakiem zapytania całą naszą przyszłość. Skąpe wiadomości, jakie posiadaliśmy z przypadkowo zdobytych nasłuchów i czytania między wierszami prasy niemieckiej, nie dawały nam żadnego pojęcia o istnieniu Rządu Polskiego, jego składu i działalności. Po prostu nazwisko Sikorski było synonimem tego wszystkiego, a tu, w jednej chwili znikł ten symbol naszej nadziei. Propaganda niemiecka przez długi czas nie omieszkała siać zwątpienia w prasie, a też z upodobaniem wskazywać winowajców śmierci generała. Były to dla nas ciężkie chwile; nie dawaliśmy wiary, że winę za śmierć generała ponoszą Brytyjczycy, ale w niejednym sercu rodziły się wątpliwości. Był to już czwarty rok oddziaływania goebbelsowskiej propagandy, a śmierć generała Sikorskiego dolała kolejną kroplę goryczy i poczucie zawodu w stosunku do naszych aliantów.

W relacji Kwiatkowskiego czytamy natomiast:

(...) 5 lipca, oblatałem swój samolot, przy czym poćwiczyłem lot z jednym wyłączonym silnikiem, a w przerwie obiadowej siadłem wraz z innymi przed kasynem i wygrzewałem się na słońcu. W pewnym momencie przybiegł do nas jakiś zdenerwowany człowiek, nie wiem nawet, kto to był, i łamiącym się głosem oznajmił, że ubiegłej nocy zginął w katastrofie lotniczej na Gibraltarze nasz Wódz Naczelny, generał Sikorski.

Wiadomość ta spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Zamarliśmy wszyscy z wrażenia. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Przecież jeszcze niedawno był tutaj wśród nas, ściskał nam dłonie, rozmawiał z nami!

Przez chwilę panowała grobowa cisza, przerywana jedynie głębokimi westchnieniami, ten i ów ukradkiem ocierał łzy cisnące się do oczu, i dopiero po kilku minutach długich jak wieczność posypały się pytania, skierowane do zwiastuna tragicznej wieści. Chcieliśmy poznać wszystkie szczegóły dotyczące katastrofy, odtworzyć sobie jej przebieg, a co najważniejsze - zrozumieć, jak do tego mogło dojść. Na gorąco też zaczęły się mnożyć uwagi i komentarze, krążące wokół kluczowego pytania: dlaczego samolot Naczelnego Wodza nie był obsługiwany przez polską załogę, dlaczego za jego sterami siedział czeski pilot, skoro generał miał do dyspozycji tylu doświadczonych, osobiście mu znanych pilotów polskich.

Od samego początku przyczyny i okoliczności śmierci gen. Sikorskiego budziły wiele wątpliwości i kontrowersji, nigdy też z całkowitą pewnością nie znaleziono nawet odpowiedzi na szereg podstawowych, lecz bardzo ważnych pytań: ile osób było na pokładzie samolotu? ile z nich naprawdę zginęło? Choć wszystkie powołane celem zbadania wypadku komisje uznawały, że była to katastrofa (a nie sabotaż), wielu historyków nie ma wątpliwości, że Sikorski został zgładzony, a tzw. "katastrofa gibraltarska" to misternie zaplanowany zamach (taką tezę stawia m.in. Tadeusz A. Kisielewski w swych książkach "Zamach" i "Zabójcy"). Uważa się też, że śmierć Sikorskiego diametralnie zmieniła położenie polityczne Polski i zaważyła na przyszłych jej losach.

Martwego gen. Sikorskiego wyłowiono z morza tuż przed północą 4 lipca 1943 r., kilkadziesiąt minut po tym, jak Liberator wpadł do morza. Ciało zostało sprowadzone do Wielkiej Brytanii na pokładzie polskiego niszczyciela "Orkan", który 10 lipca 1943 r. zawinął do Plymouth. 11 lipca trumna (z rogatywką i szablą) została wystawiona na widok publiczny w pałacyku Prezydium Rady Ministrów RP. Po trzech dniach, 14 lipca, ciało generała przewieziono do Katedry Westministerskiej, gdzie następnego dnia odbyła się msza żałobna. Uczestniczyło w niej wielu najwyższych rangą dostojników cywilnych i wojskowych różnych państw aliantów - w tym m.in. premierzy Wielkiej Brytanii i Czechosłowacji, a także następca Sikorskiego na stanowisku premiera rządu polskiego Stanisław Mikołajczyk.

16 lipca 1943 r. odbył się pogrzeb gen. Sikorskiego na cmentarzu lotników polskich w Newark-on-Trent. Ciało Naczelnego Wodza złożono u stóp pomnika stojącego na osi głównej alei cmentarza. Pomnik ten wykonano z białego piaskowca w formie krzyża, ozdobionego dwunastoma lotniczymi orłami z krzyżami w koronie. Uroczystości pogrzebowe odprawili m.in. ks. bp gen. dyw. Józef Gawlina oraz szef duszpasterstwa Polskich Sił Powietrznych, ks. ppłk Antoni Miodoński. Wśród delegacji jednostek wojskowych uczestniczących w pogrzebie znaleźli się reprezentanci m.in. wszystkich polskich dywizjonów. Naoczny świadek uroczystości w Londynie i Newark-on-Trent, kpt. Stefan Kazimierczak (dowódca Batalionu Strzelców Podhalańskich 1 Dywizji Pancernej) w swych wspomnieniach pisał:

12 lipca wyjechały do Londynu liczne zwarte delegacje wszystkich jednostek Wojska Polskiego, jakie istniały w Wielkiej Brytanii. Do Londynu przybyły również wszystkie sztandary wojskowe, aby pochylić się po raz ostatni przed Naczelnym Wodzem.

Uroczystości trwały 3 dni, to jest od 13 do 15 lipca. Kościelne ceremonie żałobne odbyły się w Katedrze Westminsterskiej. Wszystkie przylegające do katedry ulice zablokowane były przez zwarte szeregi żołnierzy polskich w pełnym rynsztunku bojowym.

O godzinie 10:00 nadjechało otwarte auto wiozące premiera Wielkiej Brytanii. Ponieważ ulice były zablokowane, auto musiało przejechać wzdłuż naszych szeregów. Twarz Churchilla była pochmurna i, wydawało mi się, zatroskana...

Wojsko sprezentowało broń. Churchill spod drzwi katedry "odsalutował" ukłonem i uchyleniem kapelusza. Przeglądu wojska nie dokonał, nie przegląd był teraz najważniejszy...

Olbrzymia świątynia wypełniona była po brzegi osobistościami oficjalnymi, rządowymi i wojskowymi alianckimi i angielskimi.

Po uroczystościach kościelnych uformował się kondukt pogrzebowy. Na czele wszystkich delegacji wojskowych kroczyła delegacja 1 dywizji pancernej. Podhalanie szli w czołówce. Ich to bowiem sztandar był pierwszym sztandarem udekorowanym na obczyźnie przez generała Sikorskiego Orderem Virtuti Militari za walki pod Narwikiem. Delegację prowadził ówczesny dowódca brygady pancernej pułkownik dyplomowany Tadeusz Majewski. Z tyłu, przy sztandarze Podhalan, kroczyłem ja.

Kondukt przeszedł głównymi ulicami pod Łukiem Admiralicji. Londyn jest siedem razy większy od Warszawy, więc kondukt pieszy musiał być po przejściu pod łukiem przeorganizowany na kondukt przejazdowy. Wojsko zostało przewiezione i rozstawione wzdłuż trasy przejazdu lawety z ciałem Naczelnego Wodza. Trasa była długa, więc rozstawiono nas co 30 kr0oków. Laweta bardzo wolno zdążała w kierunku lotniska, skąd trumna została przewieziona drogą powietrzną do odległej miejscowości Newark, gdzie znajduje się centralny cmentarz lotników polskich. Miało to być tymczasowe miejsce wiecznego spoczynku generała, który zginął jak lotnik i pozostał między lotnikami.

Przed trumną z ciałem swego generała salutowali żołnierze szpaleru, a Anglicy zdejmowali nakrycia głowy... Na trumnie była umocowana czapka wyjściowa generała, a z boku trumny stał na lewacie, jak skamieniały posąg, adiutant generała, w czapce z białym otokiem i podpinką pod brodą. Ostatni powiernik generała...

Scena ta mogła wzruszyć i wzruszała każdego. Nawet Anglicy, tłumnie zgromadzeni, płakali.

Sikorski spoczął w nieprzypadkowym miejscu. Silne lotnictwo polskie, które wyodrębnił jako oddzielny rodzaj broni jeszcze we Francji, zawsze cieszyło się jego dużą sympatią i przychylnością. Lotnicy należeli do grupy najhojniej obdarzanych odznaczeniami bojowymi, zaś wiele swego czasu Sikorski poświęcał na inspekcję lotniczych dywizjonów, dekorowanie lotników i uczestnictwo w uroczystościach związanych z dywizjonowymi świętami. Po śmierci Sikorski spoczął obok tych, których sam wcześniej odznaczał i którzy razem z nim walczyli o niepodległość Polski. Po wojnie na mogile Sikorskiego stanął prosty nagrobek z piaskowca, taki sam, jak u innych poległych żołnierzy. W 1993 r. prochy generała powróciły do Polski - 13 września nastąpiła ekshumacja ich z Newark-on-Trent, a 17 września złożono je w krypcie św. Leonarda w podziemiach katedry na Wawelu - w uroczystościach brali udział m.in. książe Filip (mąż Elżbiety II) oraz weterani Polskich Sił Zbrojnych (niektórzy z nich nieśli trumnę generała 50 lat wcześniej do pogrzebu na cmentarzu polskich lotników).



Przedwojenne fotografia gen. Władysław Sikorski. Posiadanie podobizny Naczelnego Wodza było niezwykle popularne wśród polskich żołnierzy - prezentowana tutaj pocztówka należała do jednego z lotników.

Gen. Sikorski przyjmuje defiladę podczas swego pobytu na Bliskim Wschodzie. Czerwiec-lipiec 1943 r.

Gibraltar - załadunek na "Orkana" trumny ze zwłokami gen. Sikorskiego. Lipiec 1943 r.

Trumna Naczelnego Wodza na pokładzie "Orkana".

Kondukt z trumną zabraną z pokładu "Orkana" na ulicach Plymouth, 10 lipca 1943 r.

Przeniesienie trumny do pociągu przez polskich marynarzy.

Wniesienie trumny gen. Sikorskiego do Katedry Westminsterskiej, 14 lipca 1943 r.

Katafalk z trumną gen. Sikorskiego, wystawiony przypuszczalnie w kaplicy Rady Ministrów w Londynie.

Kapelani Polskich Sił Zbrojnych w drodze na cmentarz w Newark-on-Trent - od prawej drugi ks. bp gen. dyw. Józef Gawlina, czwarty ks. ppłk Antoni Miodoński. 16 lipca 1943 r.

Delegacje polskich dywizjonów lotniczych z wieńcami na ulicach Newark-on-Trent.

Cmentarz lotników polskich w Newark-on-Trent, trumna Naczelnego Wodza niesiona przez ośmiu lotników (drugi od prawej st. sierż. strz. Walerian Sosiński).

Trumna Naczelnego Wodza na krótko przed spuszczeniem do grobu. Z prawej widoczna wdowa po generale, Helena Sikorska, a także nowy Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski.

Modlitwa uczestników pogrzebu przed trumną Naczelnego Wodza.

Warta honorowa lotników przed grobem Sikorskiego. Widoczny jeszcze drewniany krzyż.

Cmentarz Lotników Polskich w Newark-on-Trent sfotografowany w dniu poświęcenia dużego krzyża, odsłoniętego przez gen. Władysława Sikorskiego i poświęconego przez ks. bp. Gawlinę 15 lipca 1941 r. Krzyże na mogiłach lotników są jeszcze drewniane.

Powojenna fotografia grobu gen. Sikorskiego z piaskowcową tablicą (na fotografii - zakrytej wieńcem).

St. sierż. strz. Walerian Sosiński, weteran tury lotów bojowych w 300 Dywizjonie Bombowym "Ziemi Mazowieckiej", kawaler Srebrnego Krzyża Virtuti Militari i czterokrotnego Krzyża Walecznych. W 1943 r. niósł trumnę Sikorskiego w Newark-on-Trent, 50 lat później był przy złożeniu jego prochów na Wawelu.


Wojciech Zmyślony

Źródła:
Dobrski B., Byłem żołnierzem Wehrmachtu, Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 2002
Kazimierczak S., Żołnierz losu nie wybierał, Wydawnictwo MON, Warszawa 1982
Kisielewski T. A., Zamach, Rebis, Poznań 2005
Kwiatkowski H., Bomby poszły, Wydawnictwo MON, Warszawa 1982
fotografie ze zbiorów pana Zygmunta Jaeschke (dzięki uprzejmości pana Franciszka Grabowskiego), pana Piotra Sikory, pana Waleriana Sosińskiego, pana Krzysztofa Tyszki